Kiedy wracaliśmy, Didulec zgodziła się zasiąść w wózku. Jednak nie trwało to zbyt długo… Może z 15–20 minut. Później nosidło – Didulec na plecy. Po kolejnych 15 minutach zasnęła. Niestety, nie popisaliśmy się jako rodzice roku. Zapomnieliśmy jej zabrać kapelusz i posmarować buzię kremem z filtrem. Miała na główce tylko cienką czapkę. Bo przez większą część trasy było jednak chłodno (szlak prowadzi przez las pośród strzelistych skał). Brak zabezpieczenia przed promieniami słonecznymi spowodował, że bidulka wyglądała jak flaga Polski. Niby krótko na nią to słońce świeciło, ale jednak ją złapało. Co było robić? Po powrocie krem na oparzenia słoneczne i unikanie słońca.
Dotarliśmy do wyjścia z Doliny dość szybko, bo w 1,5 godziny. Po drodze minęliśmy chyba ze sto wycieczek (głównie dzieci i młodzieży). Swoją drogą, co nas bardzo uderzyło to to, że uczestnicy tych wycieczek, zamiast trzymać się grzecznie prawej strony, szli całą szerokością doliny. Przez co byliśmy spychani na pobocze. Czy my, jak byliśmy młodsi, też tak się zachowywaliśmy? Czy to już nasze geriatryczne gderanie, a młodzież musi się wyszaleć i szlak cały dla siebie zająć? 😁
Polecamy tę trasę rodzinom z dziećmi!
Schronisko na Hali Ornak jest czyste, zadbane i przestronne. Toalety również są bez zarzutu. Zarówno w środku, jak i przed Schroniskiem jest sporo ławek, na których można usiąść i odpocząć.
Byliśmy tam około godziny. O 10:00 ruszyliśmy w drogę powrotną. Na Hali Ornak zrobiło się już bardziej tłoczno i gwarno. Na miejsce dotarły grupy wycieczkowe dzieciaków oraz pojedynczy turyści.
Cieszyłam się, że wyszliśmy tak wcześnie i w drodze do Schroniska spotkaliśmy dokładnie 11 osób. Trasa według mapy zajmuje 1 godzinę i 40 minut. Nam zajęła dwie godziny. To i tak był niezły czas, biorąc pod uwagę słabe morale dziecięce. I poranne zmęczenie.
Szlak prowadzący do Hali Ornak jest bardzo malowniczy. Po drodze można odbić w prawo na Czerwone Wierchy lub w lewo na Niżnią Polanę Kominiarską. Ciekawym szlakiem jest trasa przez Wąwóz Kraków. Trzeba jednak pamiętać, że wózkiem przejedziemy do Schroniska, a trasy odbijające od głównej drogi wymagają nosidła.
W Dolinie Kościeliskiej jest kilkaset jaskiń. Kilka z nich jest dostępnych dla turystów, na przykład: Mroźna (na razie zamknięta do odwołania), Mylna, Raptowicka czy Smocza Jama. Myślę, że to fajny i ciekawy pomysł dla ciut większych dzieciaków (na pewno większych niż Didulec).
Na Halę Ornak dotarliśmy ok. 9:00. Oprócz nas były tam tylko dwie osoby, które kontemplowały ciszę i napawały się przepięknym widokiem, w czym przeszkodziła im nasza młodsza córka. Tuż przed schroniskiem rozpoczęła śpiewać swą odę pt.: „Nie bardzo wiem, o co mi chodzi, ale pokrzyczę, popłaczę, bo w sumie czemu nie”. Przez to dosyć szybko zostaliśmy jedynymi gośćmi na zewnątrz budynku...
Pogoda była piękna – świeciło słońce i robiło się coraz cieplej. Można było nieco się rozebrać. Małż zamówił w schronisku pyszną herbatę malinową. Dzieciaki w końcu zajęły się sobą. Didulec próbowała zjadać kamyki, którymi wysypany jest teren wokół Schroniska, a Młoda znalazła sobie miejsce w cieniu, żeby podjeść kilka kawałków czekolady. Małż zajął się obserwacja Didulca – żeby jednak tych kamieni nie zżarła. Ja mogłam z mapą podziwiać widoki.
Ciekawostką, która zainteresowała Młodą (oprócz opowieści, ilu tam ludzi zginęło…), był fakt, że przez Dolinę Kościeliską w dawnych czasach prowadził szlak kupiecki na Słowację. Często kupców po drodze napadali zbójnicy. Przez to wielu miejscom w Dolinie Kościeliskiej nadano związane z tym nazwy, np.: Zbójnickie Okna, Zbójnicka Turnia, Kapliczka zbójnicka.
Dolina Kościeliska była miejscem, gdzie wydobywano złoto, srebro i miedź. Dosyć mocno w jej historii zapisało się również pasterstwo.
Naszą wyprawę do doliny Kościeliskiej zaplanowałam na środę, ostatni dzień maja. Wyruszyliśmy o 7:00 rano. Wbrew pozorom nie było to dla nas problematyczne, ponieważ dzieciaki i tak wstają po 5:00 (szczególnie w wakacje). Jeśli ktoś (tak jak my) dojeżdża samochodem, to bez problemu zaparkuje go na jednym z kilku sporych parkingów usytuowanych przy wejściu do Doliny.
Dolina Kościeliska jest jedną z tych tatrzańskich dolin, przez które bez problemu przejedziemy wózkiem. My mamy wózek Baby Design Lupo Comfort na pompowanych kołach. Wygodnie prowadzi się go po kamieniach. Ale… Didulec wytrzymała w wózku dokładnie 10 minut. Potem przerzuciła się na nosidło i zasnęła po 5 minutach.
Małż dźwigał plecak, pchał wózek i ciągnął wieszającą się na nim (niczym na ostatniej desce ratunku) Młodą. Miała kryzys na początku drogi. Pojawił się też Kwaśniak (opis tego zjawiska znajdziecie tutaj). Ale potem Małż opowiadał jej krwawe historie o tym, jakie rany, złamania i wypadki przydarzyły mu się w dzieciństwie… więc już zadowolona szła dalej. Ja natomiast, śpiewając ze sto razy „Lulajże Jezuniu”, szłam z Didulcem śpiącym w nosidle. Śpiącym, ale czuwającym. Stąd moje popisy wokalne i kolędowanie.
Podczas tegorocznego wyjazdu w Tatry zaplanowałam kilka wycieczek w góry. Oczywiście, jak co roku, jedną z tras była Dolina Białej Wody (opis naszej wyprawy w tamte rejony znajdziecie tutaj). Podczas tej wędrówki dotarliśmy tylko do szlabanu. Mieliśmy wózek i chociaż dalej można kawałek przejść, to szlak za szlabanem jest nieczynny do 14 czerwca ze względu na ochronę tatrzańskiej przyrody.
Podczas drugiej wycieczki planowaliśmy przejść z Doliny Kościeliskiej do Schroniska Ornak i z powrotem. O dziwo, udało się! Dolina Kościeliska znajduje się na podium, jeśli chodzi o najdłuższe doliny w polskich Tatrach. Zajmuje na nim drugie miejsce, zaraz po Dolinie Chochołowskiej. Biegnie wzdłuż Potoku Kościeliskiego. Jest bogata w zróżnicowane formy skalne (skały wapienne).
DOLINA KOŚCIELISKA
Zapraszamy na: