Aby nie wracać tą samą drogą, w dół zeszliśmy szlakiem żółtym. Jest równie malowniczy i doprowadził nas z powrotem na parking w Lubominie. Ale że zostawiliśmy samochód pod dawnym schroniskiem Bacówka, ruszyliśmy skrótem (którego nie przeoczycie, bo tam właśnie ponownie łączy się szlak żółty z niebieskim) i zeszliśmy ścieżką po skarpie do parkingu.
Trójgarb to dowód na to, że nie trzeba wchodzić na Mount Everest, żeby poczuć się jak w chmurach. Pakujcie termos z herbatą i widzimy się na szlaku! Miejsce genialne i bardzo malownicze. A przy tym szybko można się tam dostać. :)
To, co przyciąga najbardziej, to oddana do użytku pod koniec 2018 roku wieża widokowa. Wcześniej Trójgarb był zalesionym wierzchołkiem, z którego nie dało się dojrzeć spektakularnych widoków. Wieża widokowa to nie jest zwykła drewniana konstrukcja, a prawdziwy majstersztyk architektoniczny o trójkątnej podstawie (nawiązującej do trzech wierzchołków i trzech gmin fundujących budowę). Mierzy 27,5 metra wysokości. Wybudowano na niej pięć tarasów rozmieszczonych na różnych wysokościach. Przy tym jeden taras jest z metalowej kraty (to, czego ja i mój lęk wysokości nie lubimy najbardziej). Uczciwie ostrzegam! Wieża się chwieje przy silnych wiatrach, co jest odczuwalne na najwyższym tarasie! Przy dobrej widoczności zobaczycie stąd Karkonosze ze Śnieżką, Rudawy Janowickie, Góry Sowie, Góry Kaczawskie, Góry Wałbrzyskie, wieżę na Dzikowcu, a nawet majaczące na horyzoncie wieżowce Wrocławia, w tym Sky Tower!
Z ciekawostek: Trójgarb nie jest „nowicjuszem” w turystyce. Już w XIX wieku istniała tu drewniana wieża i niewielka gospoda. Niemcy nazywali to miejsce Sattelwald, a góra była popularnym celem wycieczek kuracjuszy z pobliskiego Szczawna-Zdroju. Ot, taka to historia!
Pod wieżą znajdują się wygodne ławy, stoły, wiata turystyczna oraz miejsce na ognisko. Są też mapy i informacje turystyczne.
Zielonym szlakiem po 45 minutach docieramy do Lubomińskiego Siodła – przełęczy, gdzie spotykają się szlaki: zielony, żółty (którym będziemy wracać) oraz niebieski. Tutaj też teren nieco się zmienia i idzie się szeroką leśną drogą. Dojście na szczyt zajmuje około 60 minut niespiesznego marszu. No, chyba że… tak jak my macie w zespole młodego aspirującego geologa. Droga w wielu miejscach wysypana jest kamieniami. Dlatego dość często się zatrzymywaliśmy. I wróciliśmy z 2 kg kamyków przeróżnej wielkości i kolorów…
Swoją przygodę najlepiej zacząć tak jak my: w miejscowości Lubomin. W miejscu, gdzie znajdują się ruiny schroniska Bacówka, jest bezpłatny parking (przynajmniej poza sezonem, bo po drodze mijaliśmy tabliczki z informacją o opłacie: 15 zł za dzień). Ten parking to idealny punkt startowy. Ale co z tym schroniskiem i dlaczego jest to dawne schronisko? Obecnie w tym miejscu znajduje się tylko jednokondygnacyjna, murowana ruina. Niestety, obiekt nie przetrwał próby czasu i problemów własnościowych. Długo przechodził z rąk do rąk, ale ostatecznie schronisko zamknięto w latach 80., a niszczejący budynek rozebrano w 2017 roku. Zawsze jest mi żal takich miejsc. Bardzo lubię schroniska i tę atmosferę, która w nich panuje. Dlatego tym bardziej łezka w oku się kręci!
Z parkingu ruszamy w drogę! Aby wycieczka była urozmaicona, polecam zrobić klasyczną pętlę. Rozpoczęliśmy podejście na szlak zielony. Trzeba przejść schodami za dawnym schroniskiem. Następnie krótką wydeptaną ścieżką przez las dociera się do zielonego szlaku. Jest to skrót, którego mimo wszystko nie polecamy w zimie ze względu na stromizny. W ten sposób jednak zaoszczędza się trochę czasu, ponieważ na szlak trzeba by było dojść okrężną drogą. Kiedy docieramy do zielonych oznaczeń szlaku, zaczyna się przyjemna, leśna droga. Podejście, choć strome, nie męczy. Jest za to idealne na rozgrzewkę, spacer z psem czy rodzinną wyprawę z dzieciakami jak w naszym przypadku.
Góry Wałbrzyskie mają to do siebie, że choć wyglądają niepozornie, potrafią dać w kość. Są strome, nieprzewidywalne i czasem wyciskają z wędrowców siódme poty, ale oferują w zamian panoramę, której nie powstydziłyby się Alpy. Znajdziecie tam też łatwiejsze trasy.
W pierwszą marcową niedzielę wybraliśmy się na Trójgarb. Skąd ta nazwa? Sprawa jest prostsza, niż mi się wydawało. Trójgarb (778 m n.p.m.) swoją nazwę zawdzięcza charakterystycznemu profilowi. Tworzą go trzy wierzchołki o wysokościach 778, 757 oraz 738 m n.p.m. Z oddali góra wygląda, jak to ujęły dziewczynki, niczym wielbłąd albo… „trzy cycki wielkiej baby” (ta opcja z cyckami to wersja Didi).
Trójgarb Góry Wałbrzyskie
Zapraszamy na: