Schodzenie idzie zwykle szybciej niż wchodzenie. Wracaliśmy tym samym szlakiem, ponieważ Dolina Białego (którą też można wrócić) była zamknięta dla turystów, ze względu na remont szlaku. Przy schodzeniu Didulca wrzuciłam na plecy do nosidła.

Rozdzieliliśmy się, Małż szedł z Młodą, asekurując ją. Ja pognałam do przodu, żeby Didulec za szybko się nie znudziła. Po drodze spotkałam innych, życzliwych turystów, którzy o dziwo (co nam się ogólnie często przytrafia) nie komentowali: „A po co te dzieci w góry tak ciągnąć na siłę” itp. Za to fajnie można było sobie pogadać. A to jedna pani narzekała, że gór nienawidzi i ona wcale tu iść nie chce (dopingowałam ją i dodałam otuchy), starsi państwo z kijkami dzielnie maszerowali z uśmiechem na twarzy, dopytując, czy jeszcze daleko, siostra zakonna pochwaliła Didulca i poznając jej imię, stwierdziła, że będzie silna na 100%, bo to imię oznacza dużą siłę i moc. Był też młody człowiek w wieku podstawówkowym, który dopytywał, czy dalej też tak stromo itp. itd. Ci sami ludzie z drugą częścią naszej ekipy (Młoda i Małż) zamienili jeszcze kilka słów i tak nam zejście minęło.

Z Didulcem na dole byłam ok. 10:30. Na Polanie Strążyskiej zrobiło się już tłoczno. Poczekałyśmy na Małża i Młodą, którzy dotarli 10 minut po nas. Skusiliśmy się na pyszną szarlotkę i naleśniki z serem w Herbaciarni.

Najedzeni ruszyliśmy w drogę powrotną. Zejście do Drogi pod Reglami (czyli wyjścia z doliny) zajęło nam pół godziny.

Trasa była dla nas wymagająca, ale jak najbardziej nadaje się dla rodzin z dziećmi. Przeżycia i widoki niezapomniane. Ważne są wygodne buty, dobre nastawienie i nosidło turystyczne dla maluszków. My daliśmy radę – Wy też dacie!

Co do samej trasy (abstrahując od jej trudności) – im wyżej się wspinamy, tym lepiej widać ze szlaku cel wycieczki, czyli samą Sarnią Skałę. Gdy obrócicie się za siebie, będziecie mogli podziwiać skaliste zbocza gór i lasy. Jeśli jednak idzie się zadaniowo i jedną rękę ma się unieruchomioną (w tym wypadku prawą), bo podtrzymuje ona głowę wyginającego się we śnie Didulca, to nawet telefon ciężko wyjąć, żeby zrobić zdjęcia. Ale coś tam się udało. Szczególnie podczas schodzenia w dół.

Dotarliśmy na szczyt po 1 godzinie i 15 minutach. Więc wcale nie tak źle. Na samej Sarniej byliśmy dłuższy czas sami. Młoda i Małż zarzucali mi kłamstwo, że niby tych płaskich przejść nie było. Ale przecież były, tylko krótkie…

Ze szczytu rozpościera się piękny widok na Giewont, który wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Są też pasma Tatr Bielskich, Kopa Magura czy Kominiarski Wierch. Z drugiej strony (na północ) dobrze widać Zakopane, Babią Górę, a nawet Gorce i Pieniny. Odpoczęliśmy tam pół godziny, wtedy dopiero zaczęli pojawiać się inni turyści.

Morale załogi było wysokie. Powiedziałam swojej ekipie, że według mapy wejście na Sarnią od Strążyskiej zajmie około pół godziny. No i trasa prowadzi raz w górę, raz po płaskim. Tak ją zapamiętałam z nastoletnich lat, kiedy byłam tu z rodzicami. No cóż. Pamięć bywa zawodna… Na znaku kierującym nas na szlak na Sarnią było napisane, że trasa zajmuje 55 minut. Na szczęście Małż nie zwrócił na niego uwagi.

Rozpoczęliśmy morderczą wręcz wspinaczkę na szczyt. Tak jak wyżej pisałam, pamięć jest zawodna. Całą trasę szliśmy pod górę – najczęściej po kamiennych schodach. Właściwie płaskich odcinków było jak na lekarstwo i zajmowały zaledwie parę kroków. Szlak był stromy i trudny, szczególnie dla niespełna sześcioletniej dziewczynki, Małża z kontuzją kolana oraz dla mnie, która w nosidle miała spory nadbagaż. Na szczęście śpiący!

Wraz z Didulcem szłyśmy pierwsze. Za sobą słyszałam tylko pojękiwania Młodej: „Daleko jeszcze? Gdzie te płaskie odcinki?". Oraz Małża: „Co ty mi zrobiłaś? Ja z tobą nigdzie więcej nie idę!”.

Taaak – myślałam sobie. – Zawsze tak mówi, a potem i tak idzie. 😁

Trasa przez Dolinę prowadzi na wprost Giewontu, dlatego często można go stamtąd zobaczyć i podziwiać. Didulec dość szybko zasnęła w nosidle, bo po 15 minutach. Młoda miała tu lepszy start niż w dolinie Kościeliskiej, zwłaszcza że dzień wcześniej wybawiła się w Rabkolandzie (jak tam było przeczytacie tutaj) – więc była jeszcze zaopatrzona w endorfiny. Pogoda dopisywała, było co prawda chłodno, ale słonecznie.

Do Polany Strążyskiej dotarliśmy w pół godziny. To dla nas duży sukces, ponieważ na wejściu jest informacja, że trasa zajmuje 40 minut! Byliśmy tam jedynymi turystami. Na Polanie znajduje się sporo miejsc siedzących w postaci ławek ze stołami. Jest też herbaciarnia, którą otworzono dopiero, kiedy ruszaliśmy dalej.

Sarnia Skała to szczyt należący do reglowego pasma Tatr Zachodnich. Nazwę zawdzięcza skałce podobnej do sarny lub (jak niektórzy twierdzą) rogów rogacza. Jej wysokość to 1378 m n.p.m. Co ciekawe, Sarnia Skała (zwana dawniej Małą Świnicą czy Świniczką) była miejscem mocno eksplorowanym przez poszukiwaczy skarbów (szukali głównie złota i srebra). Z Sarniej Skały rozciąga się piękny widok na Giewont czy Zakopane.

W ten piękny piątkowy poranek byliśmy zwarci i gotowi, aby zdobyć nasz cel – Sarnią Skałę. Zapakowaliśmy dziewczyny, plecak wypchany wszystkim, co niezbędne, oraz nosidło. O ile do Polany Strążyskiej dotrzemy wózkiem (polecam wózek turystyczny bądź taki z pompowanymi dużymi kołami, ponieważ trasa momentami usłana jest sporymi, wystającymi kamieniami), to w drodze na Sarnią wchodzą w grę tylko nosidło i własne nogi.

Wyruszyliśmy (jak to my) po 7:00. Dokładnie o 7:26 kupiliśmy bilet wstępu do TPN (ja i Małż, bo za dzieci do lat 7 nie ma opłaty!).

SARNIA SKAŁA

Zapraszamy na:

Plany planami, a życie swoje – wiadomo. Jako główny planista naszych wypraw uznałam, że zdobycie Sarniej Skały, jednego ze szczytów w Tatrach, z dwójką dzieci nie będzie zbyt trudne. Założyłam, że pokonamy trasę, która zaczyna się w Dolinie Białego. Była krótsza. Jednak, jak się okazało w dzień wyprawy, Dolina Białego ze względu na zniszczony mostek jest zamknięta do odwołania. Na szczęście na Sarnią Skałę można wejść jeszcze przez Dolinę Strążyską. Trasa z Polany Strążyskiej na Sarnią jest dłuższa niż z Doliny Białego, plany jednak były – trzeba było je zrealizować. 😁

Dolina Strążyska znajduje się pomiędzy krótkimi dolinkami: Doliną Ku Dziurze i Doliną Za Bramką. Obie są nieodpłatnie dostępne dla turystów (są też dość krótkie, Dolina Ku Dziurze jest jednak wymagająca, szczególnie pod koniec i prowadzi kamienistą drogą i schodami – aż do jaskini).

Spacerując Doliną Strążyską zaraz na początku, przy leśniczówce (ok. 0,5 km od wejścia do Doliny), można podziwiać bukowy las. Następnie, oprócz gęsto porośniętych zboczy, naszym oczom ukazują się skaliste turnie. Trasa prowadzi do Polany Strążyskiej. Z Polany można podziwiać piękną południową ścianę Giewontu. Stamtąd prowadzi również bezpośredni szlak na Giewont (szlak czerwony – ok. 2,5 godziny), do wodospadu Siklawica (szlak żółty – 15 minut) czy na Sarnią Skałę (szlak czarny – 55 minut). Można też przejść z Doliny Strążyskiej do Doliny Białego czy Doliny Małej Łąki.